|
"Pewien" człowiek... Łk 13,6-9 |
|
|
|
Pewien człowiek udał się do Ogrodnika, by ten wyciął z "jego" winnicy nieurodzajne drzewo figowe. Czekał trzy lata na owoce, a tu NIC - zero profitów! Tylko ziemię wyjaławia - mówił...
Na owoce czeka się czasami 15, 28, 33 lata (np. św. Paweł). Czymś naturalnym jest proces wzrostu, który wpisany jest w czas. Nie my jesteśmy bohaterami życia i panami czasu. Nie my decydujemy jaki, który owoc jest dobry, właściwy, a który zły... Życie - nie jest nasze, tym bardziej życie innych, nie jest naszą własnością (prywatną winnicą). Jak długo człowiek jest pewny siebie, ma własne poznanie jakości owoców - tak długo żyje poza logiką Boga (żyje bez Niego). Nawrócenia więc potrzebuje nie tyle - nieurodzajne drzewo figowe, ile człowiek, który mówi, że jest pewien. Ogrodnik jest JEDEN - i to ON daje wzrost.
|
|
|
Uprzywilejowane Miasto (Ap 21,10). |
|
|
|
|
Miasta te będą dla was schronieniem, przed mścicielem krwi, by zabójca nie poniósł śmierci... (Lb 35,12).
Dzisiaj, kiedy tyle mówi się o karze śmierci - o wymierzaniu sprawiedliwości innym, Bóg stawia przed nami prawdę, która może w pewien sposób zaskakiwać, prowokować. Treść ta, przyjęta przez nas z wiarą, którą cechuje odwaga w byciu radykalnym (nie/podatnym na światowy styl myślenia i działania), może otworzyć nas na innych - w szczególności tych, których dawno już, z różnych ludzkich względów spisaliśmy na straty.
Zabójcy, wrogowie, ci, których winniśmy się bać - byli, są i będą w naszym polu widzenia.
Już w historii Narodu Wybranego - Bóg przewidział rozwiązanie - duchowy wymiar sprawiedliwości. W Księdze Liczb i Jozuego, czytamy o tzw. miastach ucieczki, w których mógł schronić się zabójca. Tym, przed którym uciekał - nie był człowiek, którego w jakiś sposób skrzywdził (oko za oko...)! Sprawiedliwość wymierzał MŚCICIEL KRWI. To właśnie przed Nim zabójca szukał schronienia.
Ukrycie się, nie miało charakteru dezercji, ucieczki od wyroku, od konsekwencji - właściwie, miejsce schronienia: Miasto było objawieniem się SPRAWIEDLIWOŚCI nie tyle ludzkiej, co Boskie, było metodą w procesie uzdrowienia. W Mieście, zabójca weryfikował to, czego dokonał. Właśnie tam (w Mieście), miał szczególną sposobność, w bliskości innych (starszych), odkrywać źródło swoich zachowań - to wszystko, co było przyczyną kierowania się zwichniętym i okaleczonym sposobem myślenia.
Zabójcą - jest każdy człowiek, grzesznik. Dzisiaj jednak wielu zabija w białych rękawiczkach, inteligentnie, na miarę europejczyków. Niszczy się innych wzrokiem, gestami, brakiem obecności, słowem, kłamstwem, niecierpliwością, niewiernością...
I właśnie dla takich, dla nas - dla mnie i Ciebie, Bóg - Sprawiedliwy, wybudował MIASTO! Jest nim Kościół. To w nim - dojrzewamy, dorastamy do tego, aby nie bać się prawdy o sobie, aby wyzwolić się z maniery osądzania drugiego człowieka. Kościół jest AZYLEM dla grzesznika. To właśnie tutaj, we wspólnocie - także ze starszymi (gr. prezbiteroi), jak w łonie kobiety - człowiek rozwija się i kształtuje - nawraca.
Mściciel Krwi, przed którym człowiek (grzesznik) ucieka, z obawy o siebie, o to, że zostanie ukarany, WYMIERZA SPRAWIEDLIWOŚĆ w formie MIŁOSIERDZIA - PRZEBACZENIA grzechów. W taki sposób pomaga nam dostrzec Swoją wierność i bezwarunkową miłość do ludzi. Tym samym daje możliwość przyznania się do błędu, winy. W JEZUSIE - człowiek - zostaje uniewinniony. Wszelkie konsekwencje grzechów - spadają na Mściciela Krwi - Baranka Bożego (por. Iz 42,3; 53,1-6;).
A ON poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami (Iz 53,12b).
Nie musimy już ogarnięci lękiem poszukiwać połowicznych rozwiązań i uciekać się do doraźnych metod, które i tak nie dają UZDROWIENIA SERCA. W Swoim Synu - Bóg Ojciec przynosi nam uzdrawiającą "szczepionkę", którą aplikuje w żywy organizm, którym jest Jego Kościół.
|
|
11.02.2010 ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO
On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: EFFATHA, to znaczy: Otwórz się! (Mk 7,33-34).
Jego podejście do człowieka, zaangażowanie w relację, w przyjaźń jest zawsze indywidualne. W tłumie człowiek nie wie przecież do kogo należy, kto jest kim, kto wiarygodny i szczery a kto fałszywy...
Tłum redukuje człowieka do jednego z wielu, wtedy łatwiej jest nim manipulować. Człowiek osaczony przez kolektyw i masowość, szybko ulega sugestiom, staje się podatny i wpływowy co prowadzi do uzależnienia.
Z dala od tłumu - intymna więź, która może zrodzić się tylko z przebywania twarzą w twarz! Potrzeba zatem odcięcia, oderwania się od tego, co deformuje człowieka w jego sposobie myślenia i postrzegania siebie oraz innych.
Włożył palce w jego uszy - to jak udrożnić kanał przepływu informacji, DOBREJ WIADOMOŚCI - EWANGELII! Wiara rodzi się przecież w człowieku z tego, co usłyszy (Rz 10,17). JEZUS odetkał, odkorkował zmysł słuchu, by człowiek potrafił rozróżniać głos Pana od głosu tego, który przychodzi okradać...
Śliną dotknął mu języka - uzdrawia mowę, słowo i język, którym człowiek komunikuje się z Bogiem i ludźmi. Opluć drugiego (fałszywe świadectwo o innych, kłamstwo, przekleństwo, oszczerstwo, przyzywanie imienia Pańskiego do tego, by finalizował nasze życzenia...). Jezus nie boi się takiego wirusa, językowych zarazków!
Ryzykuje - bo KOCHA.
EFFATHA - słowo to pochodzi od hebrajskiego: PATAH - otworzyć, objawiać, pozbawiać ciężaru, wyryć, wygrawerować. On musi czasami do Ciebie krzyknąć: OTWÓRZ SIĘ! Jego głosem są: sakramenty, drugi człowiek, wydarzenia, które niestety odbieramy często jako ciężar i kataklizm... Językiem Boga może być nawet to, co wydaje się nam Jego milczeniem. Nasze imiona zostały wyryte na Jego dłoniach ( Iz 49,16)! Wezwał nas swoim Świętym Imieniem - dzięki Niemu nie jesteśmy bezimiennni i anonimowi. Wygrawerował Twoje imię na sercu, które przebite, krwią Baranka opłukało i uzdrowiło nas z największej chorobliwej dolegliwości człowieka jaką jest: samotność!
"Największą chorobą nie jest trąd cy gruźlica, ale świadomość, że jest się nikomu niepotrzebnym, przez nikogo niekochanym, przez wszystkich opuszczonym." Matka Teresa z Kalkuty
|
|
2.02.2010 ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO - Światowy Dzień Życia Konsekrowanego
Liturgia Słowa: Hbr 2,14-18; Ps 24; Ew. Łk 2,22-40
Ofiarować - czyli składać, oddawać, dzielić się, rozdawać! Dobrze wiemy ile ofiarujemy Bogu - co składamy w darze, po co i dlaczego to robimy... Czasami może być to wypełnianie obowiązku - bo taki zwyczaj, tradycja: Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim (Łk 2,22-24). Zawsze jednak przy składaniu ofiary mamy okazję do zrewidowania siebie - z czego ów dar wynika i jakich jest rozmiarów?
Na tym polu widać nasze umiejętności ekonomiczne a nawet kupieckie. Jestem w stanie dać - jednak oczekuję wzajemności, szukam automatycznie wdzięczności. Jakakolwiek strata, nie wchodzi tu w grę. Maryja i Józef - Rodzice - składają na ołtarzu swoje WSZYSTKO! To nie były tylko dwa młode gołębie, para synogarlic (w. 24).
Nie ofiarowali czegoś - od siebie! Oni oddali DZIECKO - to tak, jakby złożyli w darze samych siebie. I każdy późniejszy gest, ruch Miriam i Józefa w odniesieniu do Jezusa, będzie tylko potwierdzał i uwiarygadniał ich decyzję.
Punkt kulminacyjny ofiary, dokonuje się w tajemnicy Krzyża. Na Golgocie nie było przekupstwa, nie było lewych podarków, srebra czy złota. Baranek bez skazy (grzechu) powiedział Ojcu - TAK - AMEN!
Dzięki Niemu i my możemy oddawać wszystko, bez roszczeń i pretensji, bez upominania się o wynagrodzenie.
Sama możliwość bycia darem dla innych - jest już łaską ( bezcennym wynagrodzeniem).
Życie konsekrowane - zakonne, jest kontynuacją dzieła JEZUS. Osoby żyjące wg RAD EWANGELICZNYCH - czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, stają się dla nas mentorami, którzy demonstrują nam, że to, czego dokonał Baranek Boży jest wykonalne i dzisiaj, w naszych specyficznych warunkach. Konsekracja oznacza właśnie POŚWIĘCENIE siebie! Nie oznacza to poświęcić komuś cenny czas - ale poświęcić siebie, swoje WSZYSTKO. Tak się zaangażować, że inni, stojący obok (w klasztorze, seminarium, domu, pracy na ulicy), dzięki takiej obecności zobaczą Jego - jak starzec Symeon czy prorokini Anna (w. 25-38).
Nasze oczy, ujrzały już zbawienie - czy jednak żyjemy jak zbawieni, jak ci - co nie chcą nikogo i niczego na własność?
|
|
IV NIEDZIELA ZWYKŁA - Jer 1,4-5.17-19; Ps 71; 1 Kor 12,31-13,13;
Ew. Łk 4,21-30
Bycie człowiekiem dobrym nie jest synonimem człowieka miłego, sympatycznego! Człowiek DOBRY - to człowiek PRAWDZIWY - prawdo/mówny! Wiemy jednak jak trudno jest przyjmować PRAWDĘ, usłyszeć ją, przyjąć i w jej świetle kształtować dalsze życie. Sami w wielu sytuacjach, kiedy mogliśmy powiedzieć prawdę, wielokrotnie milczeliśmy albo też uciekaliśmy słowami jak w slalomie gigancie...
Ogromny ładunek, który paraliżuje, hamuje i niczym trąd izoluje nas od PRAWDY nie tkwi w niej samej!
On jest w nas - w człowieku. Nie lubimy gdy ktoś kwestionuje nasze racje, boli nas - gdy wychodzi na zewnątrz to, co skrzętnie ukrywamy. Dlatego wolimy nie mówić prawdy innym - w taki sposób usiłujemy ochronić siebie przed tym, że ktoś odbije piłeczkę i powie prawdę o mnie.
I tak fałszujemy już choćby samo znaczenie prawdy - "nie opłaca się jej mówić", "po co, to komu?", "będą z tego tylko same problemy", "jak usłyszy, to się obrazi"...etc. Dochodzimy nawet do wniosku, że lepiej będzie skłamać...
KAŻDY, KTO JEST Z PRAWDY, SŁUCHA MOJEGO GŁOSU! - mówi JEZUS (J 18,37).
Słuchać Jezusa, nie oznacza zawsze słuchać siebie i ludzi. Będą chwile, że jak prorok Jeremiasz rozpoznamy w pewnych okolicznościach, iż to właśnie my stajemy jak PROROCY wobec innych, że to my zostaliśmy wezwani do głoszenia prawdy także wbrew sobie.
Ty zaś przepasz biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich (...)
Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć - gdyż JA jestem z tobą. (Jer 1,17-19).
Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie (Łk 4,24).
Ludzkim odruchem wobec prawdy jest OPÓR - bunt - walka - strajk. To jak odzew, próba maskowania się poprzez atak! Dlatego misja proroka - może stawać się niewygod dla niego samego, albowiem żyć PRAWDĄ i zanosić ją innym, to jak wystawiać się do wiatru, na pośmiewisko, na urąganie i wyszydzenie... Celem proroka nie jest jednak zdobycie jak największej ilości zaproszeń na urodziny, lodowisko, imprezę... Istota tkwi w tym, że tylko JEZUS-PRAWDA wie, co jest dla mnie najlepsze, nawet gdy wydaje się w pewnym momencie najgorsze.
I gdybym też miał dar prorokowania... a MIŁOŚCI bym nie miał - byłbym niczym (1Kor 13,2).
|
|
|